Rodzina Kerwoodów" wg R. Cooney'a. Satysfakcja gwarantowana, bo jak wiadomo było z recenzji prasowych przedstawienie "to bite 2 godziny dobrej zabawy"(Wysocki T., Takich dwóch, jak nas trzech..,Dodatek Wrocław [W:]18.01.2006 Gazeta Wyborcza,s.7). I tak też było.
Jest to zabawna historia małżeństwa, którego szczytem marzeniem jest mieć dziecko. W tej sytuacji postanawiają je zaodoptować, co wiąże się z wizytą ekscentrycznej urzędniczki z ośrodka adopcyjnego. Nieposdziewana wizyta braci (handlarza nielagalnym towarem) i pracownika prosektorium szpitalnego (z denatem w worku), a także węszący pan policjant i przypadkowo pojawiająca rodzina albańskich emigrantów, przerywa idealnie zaplanowaną wizytę. Całe przedstawienie jest plątaniną absurdalnych zdarzeń, zwrotów akcji, gagów językowych, a aktorzy uwijają się po scenie jak oparzeni.
Czarny humor jednak nie szokuje, bawi do końca, i nikogo nie dziwi, kiedy na środku salonu rozsypuje się worek z ludzkimi szcżątkami. Wszyscy reagują z entuzjazmem i oklaskami. Czyżby samo życie?!
W dobrych humorach wróciliśmy więc do domów. Oprac. Daniel Lachowski
poniedziałek, 11 marca 2013
niedziela, 3 marca 2013
"Kaspar" w Teatrze Współczesnym
Na moja prośbę tym razem wyjście zostało zaplanowane do Teatru Współczesnego. Padło na sztukę "Kaspar" na Scenie na Strychu. Ciekawe już było to, że sztuka została oparta dramacie Petera Handke, który swoja sztukę oparł na legendzie z 19-wieku o nieznanym chłopcu, który w wieku lat szesnastu pojawił się nagle w 1828 r. na ulicach Norymbergii. Potrafił powiedzieć tylko jedno zdanie i napisać nazwisko na kartce. Zaopiekowano się nim, próbowano go uspołecznić i nauczyć czytać i mówić. Zmarł po 5 latach, podobno zraniony przez osobę, która go więziła tyle lat. Ta historia to tylko symboliczne tło. tak, jak w recenzjach napisane zostało, spektakl bardzo przegadany. Wchodząc na salę aktorzy już coś mówili. Na scenie było tylko 4 aktorów: trzech ciągle uczyli Kaspara mówić i mysleć oraz Kaspar, który próbował pojąć sens i cel mówienia, mówienia zdaniami. I chyba w rezultacie uczeń przerósł mistrza, ponieważ Kaspar zaczął mówić więcej i więcej w tym było mądrości. Pod koniec uciekł jednak od wszystkiego i wszystkich. Spektakl wyreżyserowany bardzo oryginalnie. Może jednak zmęczyć ciągłym słowotokiem. Oprac. Olga Wojadzis.
piątek, 15 lutego 2013
Na Walentynki - Carmen w Operze
Cudowna opera! Każdy śpiew, każdy taniec wzrok i słuch przyciągał. Zazwyczaj dłużył mi się czas spektaklu, tym razem było mi za krótko. Pomysł skromnej scenografii i strojów, który były "lżejsze" od tych typowo cygańskich w ubiegłym roku, bardziej mi też odpowiadał. Historię pięknej cyganki, femme fatale wszechczasów polecam więc wszystkim. Oprac. Martyna Śpiewak
piątek, 25 stycznia 2013
"Szalone lata 20., 30." w Filharmonii Wrocławskiej
Spodobała mi się propozycja wyjścia do filharmonii na taki koncert, ponieważ uwielbiam styl i szyk, oraz muzykę tego okresu. W czasie 1,5 godzinnego koncertu zobaczyłam i usłyszałam kwintesencję tych lat. Na scenie wystąpił zespół wrocławskich artystów Dixie Tiger's Band ubranych w stroje jazzmanów nowoorleańskich. Zagrali hity muzyki jazzowej, która powstała w latach 20, 30 ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych a następnie w Europie i Polsce. Można by wymieniać: Summertime G. Gerschwina, In the mood G. Millera, Hello Dolly J. Hermana, The Entertainer S. Joplina, Tango milonga J. Petersburskiego i in. To jeszcze nie koniec, bo do muzyki tańczyli tancerze ze szkoły tanecznej Essence w estradowych strojach. Nogi nam podrygiwały do boogie-woogie, fokstrota, charlestona. Przyszła mi taka myśl, że taniec wówczas był świetną rozrywką, miał swój smak i charakter. I na eleganckie przyjęcia i domowe spotkania. Oprac. Alicja Kołodziejska
Subskrybuj:
Posty (Atom)