niedziela, 1 kwietnia 2012
Cztery pory roku
Raz w roku w Filharmonii Wrocławskiej na wiosnę grany jest koncert Cztery pory roku Antonia Vivaldiego. Nie ma chyba nic bardziej znanego w świecie muzyki poważnej. Sala koncertowa była więc wypełniona po brzegi. My na szczęście mieliśmy bardzo dobre miejsca. Muzyka słuchana na "żywo" to dwa razy więcej impresji muzycznych. Śpiew ptaków, wiosenna burza, upalne i radosne lato, deszcz, melancholia jesienna,trzaskający mróz za oknem, a w domu błogie ciepło idące od kominka - tylko idealna muzyka może wywołać takie obrazy. Utwory Vivaldiego były adekwatnie przeplatane Czterema porami Buenos Aires argentyńskiego współcześnie żyjącego kompozytora Astora Piazzolli. Była to całkowicie różna kompozycja i pod kątem tematu - życie w mieście portowym, i stylu muzycznego - ogniste, pełne energii nuty tanga. Bardzo więc oryginalne, ciekawe zestawienie, a koncertem dyrygował młody dyrygent (Christian Danowicz), który w przerwach między utworami opowiadał różne anegdoty a propos granych utworów. Bisy oczywiście były. Cały koncert został nagrany, ponieważ będzie wydana kolejna płyta Wrocławskiej Orkiestry Kameralnej Leopoldinum. Oprac. Natalia Trojanowska.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Koncert był niesamowity! Ms twarzy artystów widziałam tyle radości z grania. Utwory były zaprezentowane w sposób bardzo energiczny,z pięknym brzmieniem i dynamiką. Najbardziej podobał mi się moment "dialog pomiędzy skrzypcami" jednej z grających, a przewodniczącym zespołu, który po mistrzowsku wykonał utwór Vivaldiego oraz wykonał interpretację " Cztery pory roku". Również był moment " dialogu" pomiędzy skrzypcami, a wiolonczelą. wieczór z Vivaldim był wspaniały! Polecam na następny raz :D
OdpowiedzUsuńPo tym koncercie jeszcze dwa dni słyszałam w głowie skrzypce... mistrzostwo!
OdpowiedzUsuńByło to moje pierwsze wyjście do Filharmonii w życiu i na pewno wybiorę się jeszcze nie raz!
To był mój drugi raz w życiu w Filharmonii i zadziwiło mnie to, że koncert symfoniczny może być tak ciekawy!! Czekam z niecierpliwością na następny raz.
OdpowiedzUsuńByło wspaniale;D polecam każdemu :)
OdpowiedzUsuńPan Danowicz i orkiestra byli naprawdę niesamowici! Filharmonia zazwyczaj wydaje e się być dośc sztywnym miejscem, ale nie zabrakło miejsca na humor i interakcję z publiką. Ponadto oprócz znanych utwórów Vivaldiego można było poszerzyć sobie horyzonty o kompozycje Piazolliego. Połączenie bardzo interesujące i godne polecenia.
OdpowiedzUsuń